sobota, 2 lutego 2013

Rozdzial 2

 Oczami Layli w tle

Gdybyście zapytali mnie jak minęła mi podróż mogłabym skłamać i powiedzieć, że dobrze. Ba, właściwie to nawet wspaniale, ale wiecie co ? To był koszmar. Męczyłam się już od wyjazdu spod naszego dawnego domu. Nie mogłam wytrzymać widoku odchodzącego Tobiego. Przez to całą drogę na lotnisko płakałam, a kiedy tylko zajęliśmy miejsca w samolocie włączyłam muzykę i oddałam się Morfeuszowi. Przez sen nawet nie zwróciłam uwagi na to, że dotarliśmy na miejsce.
To, co zrobiliśmy po wyjściu z samolotu jest chyba dla wszystkich logiczne. Wyjście, odebranie walizek, skierowanie się do wyjścia. Normalne czynności, prawda ? Tyle, że to co się działo potem już nie było normalne. No bo powiedzcie mi kto po wyjściu z samolotu i na dodatek przeprowadzce do nowego miasta, podróży pełnej łez od razu poznaje jakiegoś chłopaka? No, ale może zacznę od początku.
Tak jak już powiedziałam, kiedy wyszłam z samolotu bez zastanowienia skierowałam się po swoją walizkę, a potem grzecznie czekałam na szanowną resztę mojej rodzinki. Oczywiście oni jak na złość mi po odebraniu walizek stwierdzili, że mają ochotę na kawę. Tylko, że był jeden problem. Wielce obrażona na cały świat ja zbulwersowałam się i powiedziałam, że nie mam zamiaru pić jakiejś głupiej kawy z obrzydliwej kawiarni lotniska. Oczywiście wszyscy się na to zgodzili, bo pewnie i tak nikt nie chciał się ze mną o to kłócić. Więc kiedy ja kierowałam się w stronę wyjścia, a reszta siedziała w tej durnej kawiarni, genialny ktoś z naprzeciwka wpadł na mnie.
- Ej, mogłabyś trochę uważac jak chodzisz !? - No nie. Kurwa zaraz nie wytrzymam. Nie dość, że na mnie wpada to jeszcze ma do mnie pretensję.
- Oj, przepraszam szanownego panicza. Jaka ze mnie gapa. Nie zauważyłam pana. - odpowiedziałam mu z lekkim sarkazmem i drwiną w głosie . Kiedy tylko ten zmierzył mnie od stop do głów od razu jego mina nabrała innego wyrazu i na twarzy pojawił się zadziorny uśmieszek.
- Zadziorna. Lubię takie - powiedział do mnie lekko przygryzając wargę - Jestem Harry Hazza Styles, a ty ?
- Layla Lay Davis - odpowiedziałam cała rozbawiona. Aż dziwne. Jestem tu pierwszy dzień, nowa, do jakiś pięknych to ja nie należę i już wpadam na jakiegoś kolesia i to całkiem przystojnego. Boże co ja gadam ?! Lay ogarnij się! W Chicago masz chłopaka, nie zapominaj o tym.
- Miło mi. Powiesz mi może, co taka dziewczyna jak ty robi sama w takim mieście?
- Właśnie kieruję się w stronę wyjścia - odpowiedziałam, próbując go wyminąć, jednak ten przesunął się w taki sposób, że nie mogłam przejść.
- Jesteś tu nowa, prawda ?
- Tak, przeprowadziłam się właśnie z Chicago.
- W takim razie może pokażę ci miasto? No wiesz, pokaże fajne miejsca, przedstawię kilku kumpli i kumpeli. Takie tam.
- Dzięki, ale mam siostrę i jesteśmy nierozłączne tym bardziej, że dopiero tu przyjechałyśmy - spojrzałam na niego z lekkim smutkiem w oczach, a to było dziwne, bo przez ten czas w ogóle nie myślałam o Tobim, tylko o tym, że Harry to naprawdę fajny koleś i szkoda, że nie mogę z nim pójść.
- To świetnie! Siostrę też możemy zabrać - wykrzyczał z uśmiechem, a mi ten pomysł nawet przypadł to gustu.
- No dobra tyle, że nie wiem czy się zgodzi - powiedziałam i spojrzałam się za siebie żeby upewnić się czy gdzieś na horyzoncie nie pojawiła się reszta bandy. Na moje szczęście w naszym kierunku zmierzała już Laura z Willem - nawet nie musimy długo na nią czekać.
- Szybka jesteś. Ledwo opuściłaś Chicago i Tobiego, a już masz kogoś nowego - powiedziała ze smiechem moja siostra
- Hahaha bardzo śmieszne. Zawsze musisz wyjeżdżać z takimi tekstami? - zapytałam z irytacja, bo żarty Laury były bardzo nie na miejscu
- No właśnie Laura, nie dobijaj jej bardziej. Przecież od razu widać, że teraz to się przynajmniej na chwilę wyluzowała- poparł mnie mój brat, a potem zaczął się dziwnie przyglądać Harremu. Nawet zaczęłam się przez jakiś czas zastanawiać czy on przypadkiem nie jest gejem. No przecież spójrzmy na to z tej strony, jest niezłym ciachem, a od czasu Sandry ( dziewczyny, z którą był w Chicago przez jakieś półtora roku do momentu aż nie wyjechała z rodzicami ) nie miał jeszcze nikogo, a teraz przygląda się W TAKI SPOSÓB  Harremu .
- Dobra, dobra przepraszam wiem, że masz doła. A wiec kto to jest? - spytała wskazując wzrokiem na Hazze i tym samym wyrywając mnie z moich rozmyślań.
- A no tak. Laura-Harry, Harry-Laura, Will-Harry, Harry-Will - cała trójka wymieniła się uściskiem dłoni, a później Harry zwrócił się do mnie.
- Layla, to może zdradzisz im mój pomysł?
- No, ale Willa też wliczamy?
- Pewnie. Przecież nie zostawimy go samego.
- Spoko, tak wiec Harry wymyślił, że moglibyśmy wyskoczyć, gdzieś na miasto. Pokazałby nam wtedy kilka fajnych miejsc i poznał z paroma znajomymi. Co wy na to?
- Jak najbardziej za - odpowiedzieli mi jednocześnie, na co ja i Hazza wpadliśmy w śmiech.
- Widać, że bliźniaki - powiedziałam nadal się brechtając.
- Oj cicho już bądźcie - powiedziała wkurzona Laura - Dobra skoro tak, to my idziemy po rodziców, a wy się w tym czasie ogarnijcie - no i tak jak powiedziała poszli.
- Dobra dość - powiedziałam do chłopaka uspokajając się.
- No okej. Layla mam pytanie.
- No jakie ? Wal śmiało - odpowiedziałam mu JESZCZE  z uśmiechem na twarzy.
- Wszyscy jesteście w tym samym wieku, prawda ? - po tym pytaniu pokiwałam mu potwierdzająco głową - więc dlaczego skoro jesteście rodzeństwem oni są bliźniakami? - i właśnie w tym momencie ten uśmiech zniknął.
- Kiedy miałam 4 lata moja mama zmarła i zostałam sama z tatą. Mama Laury i Willa była samotna i od zawsze przyjaźniła się z moimi rodzicami. Po śmierci mamy było nam ciężko, ale oni nas nie zostawiali. Laura i Will cały czas się ze mną bawili i odciągali od myśli o mamie, które za każdym razem doprowadzały mnie do łez. Oczywiście Hayden wytłumaczyła im całą sytuacje, ale w taki sposób żeby zrozumieli, bo byliśmy jeszcze dziećmi. Moja macocha cały czas była przy tacie i pomagała mu w moim wychowaniu. W końcu ta pomoc przerodziła się w coś innego i po jakimś czasie pobrali się. Dopiero wtedy, kiedy Hayden oficjalnie pojawiła się w życiu taty jako ktoś więcej zobaczyłam w jego oczach tę radość, którą widziałam jeszcze jak żyła mama. Ze względu na tatę zaakceptowałam nowa sytuacje, a z czasem Hayden stała się dla mnie nowym wcieleniem mamy, dlatego też tak ją nazywam. Wiem, że od samego początku jej zależało żebym czuła się dobrze w jej towarzystwie i wiem, że mama też by tego chciała. - po moich policzkach kolejny raz tego dnia popłynęły słone łzy.
- Ej, skoro tak ciężko ci o tym mówić mogłaś nic nie odpowiadać w tym temacie - po tych słowach bez przeszkód mnie przytulił.
Najpierw czułam się dziwnie, ale odwzajemniłam uścisk. Czułam jak w jego ramionach wszystkie zmartwienia ze mnie spływają, byłam naprawdę bezpieczna. Przy nim zapomniałam o Tobim, a to nie powinno się stać. Może to znak, że Toby jednak nie jest tym odpowiednim. Dobra Layla koniec tych rozmyślań. Co będzie to będzie. Trudno.
Odsunęłam się od Harrego i uśmiechnęłam się do niego.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy. W końcu, gdyby nie moje pytanie to nie zaczęłabyś płakać.
- No właściwie to racja. Chyba musimy się pożegnać. Moi rodzice idą.
- Szkoda - kiedy chciałam skierować się w stronę rodziny Harry chwycił mnie za nadgarstek i obrócił w swoja stronę.
- Co jest?
- Nie mam twojego numeru telefonu, a musimy się przecież jakoś umówić - odpowiedział machając mi swoim telefonem przed oczami. Wzięłam do reki telefon i wystukałam na nim swój numer. Kiedy oddalam Harremu komórkę, a ten zaskakując mnie dał mi buziaka w policzek. Po tym od razu odwróciłam się i pobiegłam do reszty. Przez cała drogę żadne z nich nie śmiało skomentować tego co zobaczyło. Całą drogę do domu moi opiekunowie rozmawiali tylko i wyłącznie o nowym domu i o tym,  że nowa szkoła na pewno nam się spodoba. Kiedy dotarliśmy na miejsce z ulgą wysiadłam z taksówki i stanęłam przed budynkiem. Szczerze muszę przyznać, że z zewnątrz wyglądał naprawdę ładnie, ale nie widziałam jeszcze wnętrza. No cóż, jak to mówią nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca. Wzięłam od taty klucze i nie czekając na resztę skierowałam się w stronę drzwi. Gdy tam weszłam naprawdę nie wierzyłam własnym oczom. Oni naprawdę postarali się jak mogli o to żebyśmy poczuli się tak jak w Chicago. Na ścianach wisiały zdjęcia i to nie tylko nasze, ale tez mamy. Nie chcieli o niej zapomnieć przez wyjazd z miasta, w którym się urodziła, wzięła ślub z tata, urodziła mnie, tyle przeżyła i zmarła. To było naprawdę miłe ze strony taty, ale także Hayden, że tak o niej pamiętają. Meble były ułożone właściwie w tym samym układzie co w tamtym domu. Duża kuchnia, przestronny korytarz i niczego sobie salon. Pojawiło się kilka nowych wyposarzeń, ale w gróncie rzeczy większość pozostała taka sama. Niedaleko korytarza stały duże, kręte schody, które zapewne prowadziły na drógie piętro. Tam pewnie znajdowały się nasze pokoje. Ciekawość tak zrzerała mnie od środka, że nie czekałam nawet na Laurę, bo pobiegłam na górę. Szybko natrafiłam na swój nowy kąt, gdyż na drzwiach znajdowała się przyklejona kartka z moim imieniem. Kiedy weszłam do środka o mało co nie padłam trupem pokój był cudowny, właściwie stworzony na podstawie moich projektów ( stworzyłam je, kiedy jeszcze prosiłam rodziców o remont ).


  Pokój był ogromny. W środku znajdowały się dwie pary drzwi. Oczywiście każde prowadziły do innego pomieszczenia. Jedne jak już obczaiłam prowadziły do łazienki, która była nieco większa niż ta w Chicago, a drugie prowadziły do wielkiej garderoby. To pomieszczenie było mniej więcej takich rozmiarów jak sam pokój. Dziwił mnie tylko fakt dlaczego jest taka wielka, przecież nie zabrałam z Chicago wielu rzeczy, bo też za wiele ich nie miałam. Musze się szybko tego dowiedzieć więc zbiegłam po schodach do rodziców. Od razu walnęłam prosto z mostu.
- Dlaczego moja garderoba jest taka wielka? Przecież wiecie, że nie mam za wielu ubrań.
- No tak, ale stwierdziliśmy, że skoro jesteśmy w nowym mieście, który posiada wiele niesamowitych sklepów w ramach rekompensaty za przeprowadzkę i twoje wylane łzy mogłybyśmy się wybrać we trzy na zakupy i uzupełnić nasze braki w garderobach - opowiedziała mi mama z uśmiechem na twarzy, czekając na moją reakcje.
- To świetny pomysł. Dziękuję wam, ale mogłybyśmy wybrać się na te zakupy jutro? Bo na dzisiaj razem z Willem i Laurą mamy już plany.
- No dobrze, ale czy te plany dotyczą tego chłopaka z lotniska - dopytał tata z zadziornym uśmiechem. Wiedziałam, że jeżeli powiem im, że tak nie będą mieli do mnie, ani do mojego rodzeństwa żadnych pretensji. Wręcz przeciwnie. Cieszyliby się, gdybym znalazła tu sobie kogoś innego bylebym nie byla z Tobim. Oni go nigdy nie lubili, a przynajmniej nie specjalnie, zresztą tak jak Laura. Znosili go jedynie ze względu na mnie. Jedyny Will traktował go normalnie, ponieważ to przez niego poznałam Tobiego. Od samego początku szkoły mój brat zaczął chodzić na zajęcia sportowe w budzie i tam poznał mojego obecnego chłopaka. Zakumplowali się, a potem zaczęli do siebie przychodzić. Z czasem ja i Toby zaczęliśmy coś do siebie mieć i tak to się zaczęło. Banalna historia dwójki zakochanych gówniarzy. W końcu zdecydowałam się powiedzieć im prawdę. Tak jak sądziłam ucieszyli się z faktu iż te plany związane są z Harrym, ale oczywiście pretekst ich radości był inny :
Bardzo nas cieszy to, że dzięki temu chłopakowi tak szybko znajdziecie sobie nowych przyjaciół.
Tak, tak znam już te ich wkręty. Po tej rozmowie pobiegłam do góry i zapukałam do pokoju siostry. Jakby nie patrzeć to pomieszczenie tez bylo całkiem ładne, pasowało do niej. Laura zawsze udawała twardzielkę i my o tym wiemy, ale ta jej twardość ukazywała się dopiero wtedy, gdy chodziło o bliskie jej osoby. Stawała się wtedy pyskata i wredna, a że już nie wspomnę o jej ciętej ripoście. To był hardcor.
- A ty jeszcze nie gotowa na spotkanie z Harrym panem przystojnym? - zwróciła się do mnie tylko kiedy mnie zauwarzyła, tylko, że w jej głosie od razu wyczułam ten żart.
- Miał napisać lub zadwonić, ale jeszcze nie dał o sobie... - zadzwonił telefon

H: Hej Layla. Tu Harry ten z lotniska, pamiętasz mnie?
J: Jasne, że pamiętam. To, o której się widzimy?
H: No nie wiem. Może tak za godzinę po was wpadnę?
J: Okej, nam pasuje.
H: Dobra, to podaj mi tylko wasz adres i widzimy się tak jak się umówiliśmy.

Zrobiłam to o co prosił i wróciłam do rozmowy z Laurą.
- I jak? Pan przystojny, zielonooki loczers ma wyczucie. No nie?
- Yhym. Za godzinę po nas będzie.
- Dobra, a jak Toby? Dzwonił chociaż?
- Nie. Ja też się nie mogę do niego dodzwonić. Pewnie ma jeszcze trening.
- Ja pierdole, wiedziałam, że tak bedzie. Lay błagam cię spójrz prawdzie w oczy. Dopiero co przyjechaliśmy do Londynu, a on już Cię tak zlewa. Zresztą spójrz na zegarek. Trening już się skończył.
- Dobra niech ci będzie. Może poprostu nie może odebrać bo jest zajęty. Pomyślałaś o tym?
- To ty lepiej pomyśl o tym czy to ma wogóle sens. Ja mu nie ufam. Już raz cię zawiódł, a teraz kiedy nie ma cie obok może zrobić to znowu.
- Okej, dobra. Poczekamy góra dwa tygodnie. Jeżeli to bedzie dalej tak wyglądało to z nim zerwe.
- Lay nie o to mi chodziło. Mam na mysli to żebyś była przygotowana na najgorsze.
- Spoko. Szykuj się - po tych słowach wyszłam z jej pokoju i skierowałam się do siebie.
Laura miała rację, Toby już raz mnie zawiódł. Zdradził mnie z jakąś tam Taylor, ale nie trwało to długo więc mu wybaczyłam. Nawet nie wiem kim ona tak właściwie była. Jedyną rzeczą o jakiej mam świadomość jest jej imię. Ludzie mogą mówić, że jestem głupia, ale naprawde nie wiedzą jak to jest jak tak ci na kimś zależy. Może to nie jest miłość, bo prawda jest taka, że nie jestem pewna czy kocham Tobiego, ale zależy mi na nim jak na nikim innym.
Czas tutaj leciał mi bardzo szybko i nim się obejrzałam Harry stał już pod domem, a Toby nadal się nie odzywał. No cóż, może moja siostra miała rację, ale żeby nie było ja jestem gotowa na wszystko. Może i na to nie wygląda, ale jestem i mam świadomość tego, co może się stać i jak to się skończy. Cała trójka zeszliśmy na dół, porzegnaliśmy sie z rodzicami i wyszliśmy do loczka. Kiedy wszyscy sie przywitaliśmy Hazza zaproponował żebyśmy poszli na boisko do kosza i poznali całą jego paczkę, bo oni już nie mogą się doczekać aż się pojawimy. Spodobało mi się to, że chcą nas przywitać z takim entuzjazmem. Droga zajęła nam ledwie 20 min podczas, których zdążyliśmy się dobrze poznać z zielonookim. Dowiedzieliśmy się czym się interesuje, od kiedy tu mieszka i jaki jest. Kiedy tylko dotarliśmy na boisko na samo dzień dobry w moją stronę poleciała piłka od koszykówki.
- Sorka, kolega nie umie podawać, ale jak patrzeć na ciebie to przynajmniej dobrze trafia - po tym co powiedział ten chłopak nie mogłam powstrzymać się od śmiechu - Jestem Zayn i widzę, że to o ciebie chodziło, kiedy Harry mówił, że poznał na lotnisku świetną dziewczynę.
- Layla i tak, to chyba chodziło o mnie - uśmiechnęłam się do niego serdecznie i rzuciłam piłką wprost do kosza, na co reszta zrobiła wielkie oczy. No to przecież nie moja wina, że od zawsze bylam dobra z w-f´´u, a koszykówka i siatkówka to moje mocne strony.
- Nieźle rzucasz. A tak wogóle to sory Harry odbijany. Chodź, przedstawię ci resztę - po czym puścił do mnie oczko i poprowadził do chłopaków i dwóch dziewczyn - No więc tak. To jest Niall, Louis, Liam, Max, Eleanor i Danielle. Banda przywitajcie się ładnie - no i tak jak powiedział Zayn tak każdy z nich zrobił. Każdy z kolei się ze mną witał. Okazali się być bardzo mili i śmieszni. Kiedy to wszystko dobiegło końca, ja stwierdziłam, że wypadałoby przedstawić także moją małą gromadkę. Przywołałam Laurę i Willa ręką po czym postąpiłam tak jak Zayn. W końcu wszyscy sie znaliśmy i zaczęliśmy się zajmować różnymi rzeczami. Ja, Will i chłopaki graliśmy w kosza, bo oni po moim trafieniu do kosza stwierdzili, że chcą jak najprędzej zobaczyć jak gram, a Will stwierdził, że się dołączy. Laura oczywiście jak to ona ´´wielka fanka sportu´´ stwierdziła, że nie ma zamiaru się pocić jak szczur więc usiadła z dziewczynami, z którymi rozmawiała o jakiś pewnie bardzo ciekawych sprawach. Graliśmy tak z jakieś pół godziny, ale że gra była męcząca stwierdziliśmy, że idziemy na kawę do Sturbucksa. Dziewczyny też przystanęły na ten pomysł więc chwilę później już byliśmy w drodze do lokalu. Podczas mini wędrówki chłopacy gadali jak najęci, a ja powoli nie wiedziałam na czyim paplaniu mam sie skupić. Na całe szczęście moja siostra była na tyle genialna, że wpadła na pomysł wybawienia mnie z tych katuszy i pociagnęła mnie na tyły do niej i dziewczyn.
- No i jak gadanie chłopców? Zrozumiałas cokolwiek? - zapytała się mnie śmiesznie Eleanor.
- Powiedzmy, że musiałabym być jasnowidzem żeby cokolwiek zrozumieć - odpowiedziałam i wszystkie wybuchłyśmy śmiechem. Gdy tylko chłopcy to usłyszeli, odwrócili się w naszą stronę i patrzyli jak na cztery idiotki zwijające się ze śmiechu.
- Ej, ale ty szłaś z nami. Przynajmniej tak mi sie wydawało no nie? - Zapytał się zdziwiony Niall.
- No niby tak, ale jak widzę byliście tak zainteresowani mną, że nawet nie zauwarzyliście kiedy od was odeszłam.
- No dobra ja lepiej już nic nie mówię.
Po tej krótkiej wymianie zdań weszlismy do pomieszczenia. Lokal właściwie niczym szczególnym mnie nie zaskoczył. Wyglądał praktycznie tak samo jak te, w których byłam wcześniej. Cała grupą rozsiedliśmy się przy stole z zamowionymi napojami. Rozmawialiśmy śmiejac się na całego, nie zwracając uwagi na to, że nie jesteśmy sami. Przez ten czas zdąrzyliśmy sie świetnie poznać. Dowiedzieliśmy się też, że prawdopodobnie będziemy chodzili do tej samej szkoly. Bardzo mnie to cieszy, bo strasznie nie lubię tego pierwszego dnia, a już w szczególności, kiedy nie znam nikogo oprócz mojego rodzeństwa.
- Banda!!! - wydarł się Lou, ponieważ przez nasz rechot ciężko było cokolwiek normalnie powiedzieć - Po pierwsze to ogarnąć te swoje zacne cztery litery, bo zachowujemy się jakby nas dopiero z jakiegoś buszu wypuścili, a po drugie to mam propozycje.
- Jaką? - na wiadomość o propozycji Laura znacznie sie ożywiła i czułam coś, że ma nadzieję na propozycję o jakiejś imprezie.
- Pierwsza jest taka, że możemy się jutro wieczorem wybrać na imprezę - Wiedziałam - A druga taka, że niedługo przecież jedziemy na domki i pomyślałem, że jeżeli Will, Laura i Layla chcieliby to mogliby przecież pojechać z nami.
- To niezły pomysł - powiedział podsumowując pomysl Harru i przygryzając wargę akurat w momencie, gdy na niego spojrzałam.
Porozumiałam się wzrokiem z rodzeństwem i odezwałam się w stronę reszty.
- No pomysł jest naprawdę fajny i tak wstępnie to my sie zgadzamy, ale jeszcze będziemy musieli pogadać z rodzicami.
- To świetnie! Zaraz zadzwonię do Brada żeby załatwił jeszcze jeden domek.
- A tak wogóle to kiedy macie zamiar się tam wybrać? - zapytał Will
- Jakoś tak za miesiąc - po tych ustaleniach dopiliśmy swoje zamówienia do końca i wyszliśmy ze Starbuksa. Nasi nowi znajomi chcieli pokazać nam jeszcze kilka swoich ulubionych miejscówek. Niektóre z nich były całkiem niezłe, np. całkiem opuszczona melina, która by była całkiem dobra na zdjęcia. Obeszliśmy prawie połowę miasta, aż Zeyn odbił z resztą w bok na jakieś opuszczone pole. Szliśmy po tym obszarze jakiś czas, aż w końcu doszliśmy do jakiegoś starego, pochylonego drzewa. Chłopacy unieśli lekko jego gałęzie, a przed nami ukazał się przepiękny widok. Stare, przewalone kawały pni drzew leżały całkiem wrośnięte w ziemię tworząc ogromny krąg. Po środku znajdowało się nieduże jeziorko, a kawałek dalej było okrągłe miejsce, które było lekko wypalone, co świadczyło o tym, że rozpalali tam ognisko.
- I jak wam się podoba? - zapytal ze sprośnym uśmieszkiem Zayn.
- Tu jest cudownie. Jak wy to znaleźliście? - odpowiedziałam mu nadal zahipnotyzowana widokiem przed sobą.
- A wiesz, ma się swoje sposoby.
- Ta, jasne. A tymi sposobami jest mój dziadek. Przychodził tu ze mną, kiedy byłem mały - dopowiedział Niall.
- Wow - rozsiedliśmy się na pniach i wpatrywaliśmy w jezioro. Cały czas zerkałam na telefon, chcąc upewnić się czy nie dzwonił Toby. Oczywiście pewnie nawet nie raczył o mnie pomyśleć. Te jego obietnice i słowa, że nigdy mnie nie zostawi jak zwykle okazały się kłamstwem. Wiele razy jego obietnice były tylko słowami, ale myślałam, że teraz coś się zmieni. Przez to wszystko do oczu zaczęły napływać mi łzy. Nie chcąc rozkleić się przy innych stwierdziłam, że oddale się od nich chociaż na mały kawałek. Tak też zrobiłam. Podeszłam do niedaleko oddalonego drzewa i stanęłam po drugiej stronie od pozostałych. Zaczęłam jeszcze bardziej zastanawiać się nad sensem tego wszystkiego. Wtedy podszedł do mnie Harry.
- Lay co jest?
- Nic. Wszystko w porządku.
- No skoro tak mówisz. Mogę cię o coś zapytać?
- Pewnie. Pytaj.
- Kim jest ten Toby, o którym mówiła Laura na lotnisku?
- Toby to mój chłopak, ale coś czuję, że już niedługo.
- A można wiedzieć dlaczego?
- Dopiero co wyjechałam, a on nawet nie raczy odebrać telefonu. Zresztą zazwyczaj tak jest. Najpierw obiecuje coś, a później ma to głęboko.
- Nie przejmuj się nim. Skoro nie umie docenić, że ma taką fajną dziewczynę i to tylko dla siebie to znaczy, że jest totalnym idiotą nie wartym uwagi. Mowie ci nie przejmuj się i rzuć go. Dookoła jest milion fajnych facetów, a ten nawet nie jest wart minuty twojego czasu.
- Dzięki Harry - dałam mu buziaka i skierowałam się do reszty. Kiedy znowu usiadłam z moimi nowymi znajomymi coś było inaczej. Wydawało mi się, że ktoś jeszcze doszedł.
- Layla to jest Freddie - odezwała się do mnie Dan, która wskazała na wysokiego i całkiem przystojnego blondyna.

- Mów mi Fred. Miło mi.
- Layla, ale przyjaciele mówią na mnie Lay. Mi również miło - okazało się, że Fred także jedzie z nami na domki oraz że mieszka naprzeciw mojego, Laury i Willa nowego domu.
Po jakiejś godzinie siedzenia w tym wspaniałym miejscu zaczęliśmy się zbierać. Razem z rodzeństwem i Freddiem ruszyliśmy w kierunku swojej ulicy, a reszta odbiła w przeciwną stronę. Kiedy doszliśmy na miejsce pożegnaliśmy się z Freddim i weszliśmy do domu. Oczywiście na sam początek padło pytanie w stronę rodziców o wyjazd. Zgodzili się z wielką chęcią więc poszliśmy do swoich pokoi. Od razu usiadłam na łóżku i zaczęłam pisać nową piosenkę.

I’m imprisoned, I’m living a lie
Another night putting on a disguise
I wanna tear it off and step in the light
Don’t you, don’t you?

So now I’m knocking at your front door
And I’m looking for the right cure
I’m still a little bit unsure
Cuz I know,
Yeah I know

That most people see me as ordinary
But if you look close you’ll find I’m very
Interesting and hard to know
You can never tell where this might go
Cos I’m not your average, average person
I don’t know much, but I know for certain
But I’m just a little bit extra, extra
I’m just a little bit extra ordinary


Nie wiem co natchnęło mnie do tej piosenki. Po prostu przyszła sama. Nagle do pokoju weszła moja siostra.
- Czy ty do cholery nie umiesz pukać? - zapytałam z lekką złością w głosie.
- Umiem, ale wiem, że jak idę do ciebie to nie muszę - uśmiechnęła się i dała mi buziaka w policzek.
- Niech ci będzie. Co chcesz?
- To już nie mogę sobie przyjść pogadać?
- No możesz, ale o czym tak bardzo chcesz pogadać, że pofatygowałaś się do pokoju aż obok?
- Fajni są co nie?
- Ale kto?
- No nie udawaj, że nie wiesz o kogo mi chodzi. O tą ich całą ekipę.
- No fajni.
-  Ej, co tam masz? Znowu coś napisałaś? - podeszła do mojego łóżka i zabrała z niego duży zeszyt wypełniony piosenkami.
- Taka tam kolejna wypocina.
- Napisałaś to w niecałe pół godziny? - wytrzeszczyła oczy tak jakby to było coś nowego.
- No tak, ale to przecież nie jest jakieś nie wiadomo co.
- O kim myślałaś?
- O nikim. Czy zawsze jak coś napisze muszę o kimś myśleć? Ty jak rysujesz myślisz o kimś?
- Ostatnio myślałam o tobie jak siedzieliśmy przy stole. I właśnie chciałam ci to dać.


- Dzięki.
- Spoko, ale nie zmieniaj tematu. Harry, Zayn, Toby czy Fred?
- A skąd ci przyszli do głowy ci trzej?
- No przecież nie jestem ślepa. Widać jak na ciebie patrzą i to chyba idzie w dwie strony, a nie tylko jedną. Wpadliście sobie w oko. Zresztą lepsi oni niż ten idiota z Chicago.
- Chyba cię na głowę już do reszty powaliło.
- Może i tak, ale wiem co widzę. Poza tym, odzywał się?
- Nie, nie odzywał się.
- Czyli mam rację. Lay ja ci mówię ty weź się zastanów.
- No, a twoim zdaniem to co ja mam niby zrobić?
- To zrób tak. Jeżeli jutro też nie zadzwoni do końca dnia to po prostu z nim zerwij i zajmij się chłopakami tutaj. Jak na mnie to szukać długo nie będziesz musiała. Pokaż mu, że nie jesteś zabawką, a jeżeli będzie prosił żebyś do niego wróciła to po prostu powiedz, że nie. Bądź twarda.
- Ten pomysł to wcale taki głupi nie jest.
- Bo ja mam same dobre pomysły.
- Zrobię tak jak powiedziałaś, ale jeżeli do tego zerwania dojedzie to nawet nie próbuj mnie później z kimś swatać. Jasne?
- Się wie generale!
- Więc umowa stoi, a teraz już spadaj bo chcę się umyć i iść spać, bo jestem zmęczona - Laura zrobiła to o co prosiłam, a ja weszłam do łazienki  i wzięłam szybką kąpiel. Po umyciu się ubrałam na siebie pidżamę składającą się z szerokiej koszulki i bokserek, a potem położyłam się do łóżka. Resztę zrobił za mnie Morfeusz, który zabrał mnie do swojej krainy...

*********************************************************************************

Jest drugi rozdział. Jakoś celowo to nie jestem z niego zadowolona, ale mam nadzieję, że i tak wyszedł lepiej niż prolog. Jak pod każda notka, która się tu pojawiła chciałabym przypomnieć wam o tym, że istnieje takie pole przeznaczone na KOMENTARZ!!! Dla was to jest naprawdę chwila, a dla nas coś ważnego. Z tych takich rzeczy to wszystko, a tak na marginesie to kto z was ma już ferie i jak wam mijają? ;3  Mam nadzieje, ze wam się podoba nasz blog. Niedługo pewnie pojawi się rozdział 3 :*
                                                                                                         ~Layla