Oczami Laury w tle
Może was to zdziwi ale cieszę się z tej przeprowadzki.
Szczerze mówiąc nigdy nie lubiłam Chicago. Ciągle tylko imprezy, imprezy i imprezy. Lubie imprezować, a nawet bardzo lubię ale to stało się już rutyną. Co tydzień w piątek ja, mój brat, siostra i paczka naszych znajomych idziemy do tego samego klubu. Zalani w trupa wracamy do domu, a rano budzi nas potworny kac. To już staje się nudne. Może Londyn pozwoli mi się zmienić i zmienię swoje przyzwyczajenia? Nigdy nie pomyślałabym ze będę chciała coś w sobie zmienić (oprócz wyglądu), bo lubię swój charakter taki jaki jest. Może jestem chamska, często bezczelna i pozbawiona uczuć ale wiem ze jakbym była szarą myszką to nie miałabym życia w Chicago. Tutaj każdy jest chamski i zdecydowany.
Dzisiaj jest niedziela, znaczy za 20 minut już poniedziałek, bo aktualnie na zegarku widnieje godzina 23:40. Siedzę na środku swojej garderoby i pakuje wszystkie rzeczy, zostawiając tylko coś aby ubrać się w to na drogę do Londynu. Postanowiłam ze nie pójdę dzisiaj spać, bo lot do Anglii jest długi i wyspie się w samolocie. Gdy spakowałam wszystkie ubrania usiadłam na walizce próbując ja zamknąć. Jak już mi się to udało, zgasiłam światło w garderobie i zeszłam na dol do kuchni. Wzięłam pół litrową butelkę wody i wypiłam ją duszkiem, gdyż jeść o tej godzinie nie mogę. Moja dieta mi na to nie pozwala. Wzięłam jeszcze jedną butelkę i pognałam na górę. Weszłam do pokoju mojego brata i doznałam niemałego szoku gdyż w jego pokoju panował istny porządek a samego Willa nie zastałam. Weszłam do łazienki ale tam tez go nie było. Skierowałam się do garderoby i zobaczyłam słodko śpiącego Willa z jedna noga w szufladzie. Zaprzeczyć nie mogę, ten widok naprawdę mnie rozbawił. Wyjęłam mojego białego Iphona i zrobiłam mu zdjęcie śmiejąc się pod nosem.
Nadal brechtając wyjęłam jego nogę z szuflady i przykryłam go kocem. Wyszłam gasząc swiatło wyszłam z jego pokoju i ruszyłam do swojego. Po drodze usłyszałam cichy płacz. Wiedziałam, że to moja siostra, ale postanowiłam, że nie będę tam wchodzić. Pozwolę jej pobyć samej, bo wiem, że z takimi sprawami trzeba się przespać. Szczerze jej współczuję, bo wiem jak teraz musi cierpieć i jak bardzo będzie tęsknić za Tobim. Od tej dwójki na kilometr widać bijące uczucie. To, że będą musieli się rozdzielić i będą oddzieleni od siebie o tysiące kilometrów może ich zniszczyć. Może zniszczyć to uczucie, które ich wiąże. Szczerze mówiąc nie wiem jak Layla by zareagowała.
Nie chcąc zapeszać odsunęłam od siebie myśli o najgorszym, co mogłoby teraz się stać. Usiadłam na moim materacu, który zastępował moje łóżko, ponieważ było ono własnie w drodze do Londynu. Wzięłam na kolana mojego MacBooka i włączyłam mój ulubiony serial - Skins. Obejrzałam około 4 odcinków i zauważyłam, że jest godzina 5 rano, a cały dom zapewne już nie śpi, ponieważ o godzinie siódmej musimy być na lotnisku by przejść przez odprawę. Mimo tego, że nie spalam od około 20 godzin nie byłam zmęczona. Powolnym krokiem ruszyłam do mojej garderoby i chwyciłam ciuchy, które zostawiłam na dzisiejszy dzień czyli czarne spodnie 7/8, granatowa bluzę z Jacka Willsa i białe air maxy. Wzięłam szybki prysznic, związałam włosy w kucyk i pomalowałam szybko rzęsy.
Spakowałam do torby mój rysownik, tableta, portfel, papierosy, pendrive i inne najpotrzebniejsze rzeczy i zarzucając ją na ramie pociągnęłam moje dwie wielkie walizki i postawiłam je przed drzwiami i wróciłam po trzecią również zostawiając ją przed jeszcze moim pokojem. Zbiegłam po schodach na dół, gdzie przy stole siedzieli moja siostra, brat mama i ojczym.
- Cześć wszystkim! - powiedziałam ziewając i ucałowałam policzek mojej siostry po czym to samo zrobiłam z mamą.
- A MY!? -rzekł mój brat równo z Peterem (dop. aut. ojczym Laury, do którego zwraca się po imieniu)
Przewróciłam oczami i ucałowałam policzek brata i partnera mojej mamy po czym usiadłam do stołu i zabrałam się za jedzenie ciepłej jajecznicy.
- I jak Will, wygodnie się spało? - spytałam ze śmiechem a moja mama i siostra pytająco na mnie spojrzały.
- O czym ty mówisz Laura? - spytała Layla
- O tym - powiedziałam i pokazałam zdjęcie Willa z nogą w szufladzie mamie, siostrze i ojczymowi. Cała trójka momentalnie wybuchła śmiechem, a ja schowałam telefon do kieszeni i wstałam od stołu.
- Nie lubię Cię - rzekł mój brat, gdy koło niego przechodziłam.
- Nareszcie odwzajemniasz moje uczucia! - krzyknęłam sarkastycznie. - Peter, moje walizki stoją przed moim pokojem. Kiedy jedziemy? - spytałam mijając ojczyma
- Okej, jak chcesz możesz już wychodzić, bo ja właśnie będę znosić walizki. - odpowiedział, a ja wyszłam przed dom i wyciągnęłam z torby paczkę fajek. Odpaliłam jedną i zaciągnęłam się. - Mogę jedną ? - usłyszałam dobrze znajomy mi głos. Przede mną stał Toby ubrany w szare rurki, koszule w kratę i czarne converse.
- Jasne, częstuj się - powiedziałam i podałam mu paczkę. On wyjął jedną i odpalił od mojej. -Mam nadzieje, że jej nie zostawisz, Toby. - spojrzałam na niego.
- Nie mam zamiaru, ale dobrze wiesz, że będzie trudno nam sobie z tym poradzić. - spojrzał w dal i mocno zaciągnął się papierosem.
- Jeśli się kochacie, to dacie radę - rzekłam depcząc końcówkę papierosa. - a wiem, że ona bardzo Cię kocha i nawet jeśli coś pójdzie nie po waszej myśli, to ona nigdy o tobie nie zapomni. A uwierz mi, znam ją jak nikt inny i wiem co mówię.
- Dzięki Laura - rzekł przytulając mnie
- Robię to dla jej dobra, mam nadzieje, że weźmiesz to do siebie - powiedziałam i spojrzałam na niego wymuszając uśmiech. Nigdy go nie lubiłam.
- Wezmę. - powiedział i odwrócił się, ponieważ obok niego właśnie pojawiła się moja siostra, a za nią moja mama, brat i Peter. Toby pocałował Layle na co ja z moim bratem pokazaliśmy gest obrzydzenia do rodziców, a oni wybuchli gromkim śmiechem. Chwyciłam mojego brata pod pachę i wsiedliśmy do czekającej na nas taksówki i czekaliśmy na naszych rodziców i siostrę, która żegnała się ze swoim chłopakiem. W jej oczach można było zobaczyć łzy, które za chwile znalazły ujście i toczyły się po jej policzkach. Stała ona przytulona do Tobiego i głośno płakała, co dało się usłyszeć przez zamknięte drzwi.
Chwilę potem Toby jej coś dał i ostatni raz ją pocałował po czym moja siostra wsiadła do samochodu i ruszyliśmy. Przez cała droge Layla siedziała skulona i cicho łkala. Gdy dojechaliśmy na miejsce Peter zaczął wyjmować z taksówki walizki, a ja stałam i przyglądałam się ludziom. Mój brat ubrany w czarne vansy, szare rurki i biały podkoszulek, który niesamowicie okalał jego umięsnioną klatkę piersiową założył na nos czarne ray-bany i chwycił mnie za rękę ciągnąc w stronę wejścia na lotnisko
- Dalej księżniczko, bo się spóźnimy! -krzyknął mi do ucha
- Ej, nie drzyj się, bo ogłuchnę - Powiedziałam i sprzedałam mu kuksańca w żebra. Często to robię.
Ruszyliśmy w stronę wejścia na lotnisko i niedługo potem przeszliśmy przez odprawę. Do samolotu zostało nam jeszcze ok. pół godziny, więc razem z Willem poszliśmy do Starbucksa. Zamówiłam frappucino, a mój brat zwykłe machiatto i poszliśmy jeszcze do sklepu po nasze ulubione żelki. Po 20 minutach siedzieliśmy już w samolocie. Moja siostra siedziała za nami i słuchała muzyki. Ja po chwili również włożyłam do uszu słuchawki i puściłam muzykę. Oparłam głowę o ramie mojego brata i nie minęła chwila, a ja już tkwiłam w głębokim śnie.
*********************************************************************************
Tak więc, jest pierwszy rozdział. Mi się nie podoba, bo pisząc go w ogóle nie miałam weny. W dodatku pisze z telefonu, i było w nim mnóstwo błędów. Część z nich poprawiła Layla, ale zapewne jeszcze kilka zostało niezauważonych. Bardzo proszę, aby każdy kto czyta nasze wypociny skomentował. Wystarczy nam nawet kropka w komentarzu.
- Laura :)
środa, 9 stycznia 2013
poniedziałek, 7 stycznia 2013
Prolog
Z perspektywy Layli w tle
Wszyscy w klasie zniecierpliwieni czekaliśmy na dzwonek. Ten ostatni dzwonek. Tak, to właśnie dziś jest zakończenie roku szkolnego. Uczniowie z nieubłaganiem odliczali te nieszczęsne sekundy dzielące nas od wakacji. 3-2-1 JEST !!! Wybiegłam z klasy jako pierwsza z trudem szukając mojego chłopaka w tłumie nastolatków.
- Lay ! - odwróciłam się słysząc głos mojej siostry stojącej wraz z moim chłopakiem i bratem przy szafkach.
- Siemmma - powiedziałam przeciągając i pocałowałam Tobiego
- Nie przy ludziach - skwitował mój brat z wypisanym na twarzy niezadowolenie
Wszyscy w klasie zniecierpliwieni czekaliśmy na dzwonek. Ten ostatni dzwonek. Tak, to właśnie dziś jest zakończenie roku szkolnego. Uczniowie z nieubłaganiem odliczali te nieszczęsne sekundy dzielące nas od wakacji. 3-2-1 JEST !!! Wybiegłam z klasy jako pierwsza z trudem szukając mojego chłopaka w tłumie nastolatków.
- Lay ! - odwróciłam się słysząc głos mojej siostry stojącej wraz z moim chłopakiem i bratem przy szafkach.
- Siemmma - powiedziałam przeciągając i pocałowałam Tobiego

- Will ogarnij się - powiedziała Laura i sprzedała bratu kuksańca w ramię
- To co, idziemy ? - zapytałam się i nie czając na jakąkolwiek odpowiedz z uśmiechem na ustach zaczęłam kierować się w stronę wyjścia.
Razem z resztą wsiedliśmy do samochodu Tobiego i ruszyliśmy w stronę mojego domu. Niecałe 5 minut później żegnałam się z chłopakiem pod bramą mojego domu. Kiedy weszłam oblała mnie wielka fala zdziwienia. Na korytarzu stało pełno pudeł, a co najlepsze były w nich nasze rzeczy ! Obrazy, talerze i inne tego typu przyrządy. Nie wiedząc co się dzieje skierowałam się do kuchni, w której znajdowali się moi rodzice.
- Co się dzieje ? - zapytałam z kolejnym już tego dnia zdziwieniem, ponieważ w salonie i kuchni znajdowały się tylko najpotrzebniejsze rzeczy.
- O, kochanie już wróciłaś.
- Tak, wróciłam, ale możecie odpowiedzieć na moje pytanie ?
- A no właśnie już dawno chcieliśmy Ci powiedzieć - zaczęła niepewnie po czym spojrzała niepewnie na tatę.
- Możecie przejść w końcu do sedna sprawy ? - dopytywałam coraz bardziej zażenowana tą całą sytuacją
- Dobrze. Skarbie przeprowadzamy się do Londynu. - powiedział tata i razem z mamą czekali na moją reakcję
- Ale... no...jak...czemu ? - zaczęłam się coraz bardziej jąkać, a w moich oczach pojawiały się łzy
- Tata dostał tam bardzo dobrą ofertę pracy. Dom jest już kupiony i prawie wszystko jest urządzone, Wasze pokoje także - skończyła mama i spojrzała na mnie z litością
- No, ale co ze mną, z Tobim, ze szkołą - zadawałam rodzicom coraz więcej pytań. Z mojej twarzy zniknął tak dobrze znany uśmiech, a ja z minuty na minutę jeszcze bardziej traciłam kontrolę nad swoimi emocjami.
- Szkoła jest już załatwiona, a ty i Tobi jakoś sobie poradzicie.
- Mamo przecież dobrze wiesz, że dopiero zaczęliśmy się ze sobą od nowa dogadywać ! Miesiąc nie mogliśmy się porozumieć, a kiedy już zaczęło się nam układać Wy mówicie mi, że się przeprowadzamy ? - i w tym oto momencie straciłam całkowitą kontrolę nad sobą. Najprościej w świecie się popłakałam.
- Layla strasznie nam przykro, ale nie mamy innego wyjścia.
- Jasne - burknęłam pod nosem i cała zapłakana pobiegłam schodami do swojego pokoju.
Od razu rzuciłam się na swoje łóżko wtulając głowę w poduszkę. Po kilku minutach takiego leżenia wyjęłam z kieszeni swoich spodni telefon i napisałam sms'a do Tobiego.
- Jasne - burknęłam pod nosem i cała zapłakana pobiegłam schodami do swojego pokoju.
Od razu rzuciłam się na swoje łóżko wtulając głowę w poduszkę. Po kilku minutach takiego leżenia wyjęłam z kieszeni swoich spodni telefon i napisałam sms'a do Tobiego.
J: Musimy się spotkać
T: Okej, za 30 min. tam, gdzie zawsze ?
J: Jasne
T: Okej, za 30 min. tam, gdzie zawsze ?
J: Jasne
Po wysłaniu wiadomości do mojego pokoju weszła Lala.
- I jak ? - zapytała bacznie mi się przyglądając
- Nijak. Za pół godziny idę się z nim spotkać i wszystko mu powiedzieć.
- Dobra to idź, ale najpierw mała podpowiedź od ciotki Dobra Rada.
- No wal
- Idź się ogarnąć i od nowa pomalować bo wyglądasz jak siedem nieszczęść.
- Spoko, spoko spadaj.
Kiedy weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro sama się siebie wystraszyłam. Bez wahania zmyłam makijaż ( a raczej to co z niego pozostało ) oraz poprawiłam go. przed wyjściem jeszcze szybko rzuciłam okiem na to jak wyglądam i o dziwo było całkiem nieźle. Gdy wyszłam z domu i zaczęłam kierować się w stronę łąki ( do, której wcale nie miałam tak daleko ) oblała mnie silna fala letniego gorąca. Przez całą drogę rozmyślałam jak mu to powiem, jak wytłumaczę mu, że w końcu, kiedy wszystko między nami się układa ja się wyprowadzam do Londynu. No niech mi ktoś do cholery jasnej powie jak ?! Z tych rozmyślań wyrwał mnie uścisk mojego wspaniałego mężczyzny.
- Cześć piękna.
- No hej, musimy pogadać.
- I jak ? - zapytała bacznie mi się przyglądając
- Nijak. Za pół godziny idę się z nim spotkać i wszystko mu powiedzieć.
- Dobra to idź, ale najpierw mała podpowiedź od ciotki Dobra Rada.
- No wal
- Idź się ogarnąć i od nowa pomalować bo wyglądasz jak siedem nieszczęść.
- Spoko, spoko spadaj.
Kiedy weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro sama się siebie wystraszyłam. Bez wahania zmyłam makijaż ( a raczej to co z niego pozostało ) oraz poprawiłam go. przed wyjściem jeszcze szybko rzuciłam okiem na to jak wyglądam i o dziwo było całkiem nieźle. Gdy wyszłam z domu i zaczęłam kierować się w stronę łąki ( do, której wcale nie miałam tak daleko ) oblała mnie silna fala letniego gorąca. Przez całą drogę rozmyślałam jak mu to powiem, jak wytłumaczę mu, że w końcu, kiedy wszystko między nami się układa ja się wyprowadzam do Londynu. No niech mi ktoś do cholery jasnej powie jak ?! Z tych rozmyślań wyrwał mnie uścisk mojego wspaniałego mężczyzny.
- Cześć piękna.
- No hej, musimy pogadać.
- Stało się coś ?
WŁĄCZ !
WŁĄCZ !
- Tak, to znaczy nie, znaczy tak, ale nie z nami.
- W takim razie mów.
- W takim razie mów.
- Wyprowadzam się do Londynu.
- Iii... ?
- Iii... ?
- I to, że jak Ty to sobie teraz wyobrażasz, co ? Ja w Londynie, a Ty tu ? W Chicago ? Przecież my nie będziemy się w ogóle widywać.
- Lay, ale czy Ty nie rozumiesz, że ja Cię kocham i nie obchodzi mnie czy będziesz w Chicago czy na drugim końcu świata ?
- Lay, ale czy Ty nie rozumiesz, że ja Cię kocham i nie obchodzi mnie czy będziesz w Chicago czy na drugim końcu świata ?
- A jeśli to nie wypali ? Jeżeli się zakochamy w kimś innym, albo zechcesz odejść ?
- Skarbie spójrz na mnie - Tobi chwycił mój podbródek i uniósł go ku górze, tak, że mimowolnie patrzyłam w jego oczy - Ja nigdy nie odejdę - po tych słowach przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. Staliśmy w takim uścisku kilka minut po czym odsunęliśmy się od siebie.
- Skarbie spójrz na mnie - Tobi chwycił mój podbródek i uniósł go ku górze, tak, że mimowolnie patrzyłam w jego oczy - Ja nigdy nie odejdę - po tych słowach przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. Staliśmy w takim uścisku kilka minut po czym odsunęliśmy się od siebie.
- Kiedy wyjeżdżasz ? - spytał mnie po chwili ciszy
- Za trzy dni - odpowiedziałam z niezadowoleniem wymalowanym na twarzy
- To leć do domu się pakować, a jak skończysz zadzwoń do mnie i sie umówimy.
- Okej. Do zobaczyska. - pocałowałam go i skierowałam się w stronę domu.
- Okej. Do zobaczyska. - pocałowałam go i skierowałam się w stronę domu.
W momencie, gdy stałam przed naszym domkiem jednorodzinnym podjechała wielka ciężarówka ( chyba łatwo się domyślić, że to po nasze rzeczy ). Weszłam do domu i krzyknęłam do wszystkich
- Już jestem !
- Layla kochanie pozwól tu na chwilę - dobiegł mnie słyszalny zapewne z kuchni głos taty
- Tak ?
- Chcieliśmy sie tylko dowiedzieć jak wyszło z Tobim.
- Dobrze. Wszystko sobie wyjaśniliśmy. A tak w ogóle to kiedy mamy samolot ?
- W poniedziałek.
- Spoczko. Idę się pakować.
Nie czekając na odpowiedź pobiegłam do swojego pokoju i ściągając z wielkiej szafy dużą, czerwoną walizkę rozpoczęłam czynność powiedzianą rodzicom.
Z perspektywy innych może się wydawać, że jest w porządku. Ale co jeśli nam nie wyjdzie, albo zaczniemy się znowu kłócić ? A może co gorsza się tam w kimś zakocham ? Tak, to jest to. Tego się boję najbardziej, że się tam w kimś zakocham i to ja zniszczę to co jest między mną a Tobim ...
*********************************************************************************
No więc jest prolog. Wyszedł jak wyszedł, ale proszę nie miejcie mi tego za złe, dopiero zaczynam. Bardzo też Was proszę o komentarze, bo strasznie chcę wiedzieć jak Wam się podoba moja " twórczość " i czy macie może do czegoś jakieś uwagi ? To chyba na tyle.
Mam nadzieję, że się podoba.
~ Layla ♥
sobota, 5 stycznia 2013
BOHATEROWIE
Layla "Lay" Davis
miejsce zamieszkania : Chicago
wiek : 18 lat
wzrost : 175 cm
zainteresowania : muzyka, modeling, gotowanie
nie lubi : sztuczności, kłamstwa, niewierności
znaki szczególne : zawsze perfekcyjny makijaż, wiecznie uśmiechnięta, tatuaz na karku
rodzeństwo : przyrodnia siostra - Laura i przyrodni brat - William
Ma chłopaka - Tobiego (ale to się zmieni :D)
Laura "Lala" Davis
Miejsce zamieszkania : Chicago
Wiek : 18 lat
Wzrost : 173 cm
Zainteresowania : imprezy, muzyka, sztuka
Nie lubi : sztuczności, niewierności, i udawania kimś kim się nie jest
Znaki szczególne : tatuaż na nadgarstku, dołeczki w policzkach, pali papierosy, wygadana, często bezczelna
Rodzeństwo : przyrodnia siostra - Layla i biologiczny brat - William
William "Will" Davis
Miejsce zamieszkania : Chicago
Wiek : 18 lat
Wzrost : 185 cm
Zainteresowania : muzyka, imprezy, pisanie piosenek
Nie lubi : niewierności, pustości
Znaki szczególne : często ma kilkudniowy zarost, głębokie brązowe oczy, tatuaż pod żebrami
Rodzeństwo : przyrodnia siostra - Layla i biologiczna - Laura
Rodzice Layli , Laury i Williama - Hayden i Peter Davis
Isabel "Izzy" Dawson
Miejsce zamieszkania : Londyn
Wiek : 17 lat
Wzrost : 173 cm
Zainteresowania : sztuka, gotowanie
Nie lubi : niewierności, kłótni
Znaki szczególne : nieśmiałość, wyszukane ubrania, hipnotyzujące niebieskie oczy
Rodzeństwo : jest jedynaczką
Niall "Nialler, Blondas" Horan
Zayn Malik
Harry "Hazza" Styles
Liam Payne
Louis "Lou" Tomlinson
Danielle "Dan" Peazer
Eleanor Calder
Max Campbell
********************************************************************************
cześć, jesteśmy Marta i Natalia.
Jest to nasze pierwsze wspólne opowiadanie. Mamy nadzieje że wam się spodoba. ENJOY!
Ps. Prolog pojawi się niebawem, bądźcie cierpliwi ;D
Subskrybuj:
Posty (Atom)


.gif)












